Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nych, tych ustach okrutnych, z których spijał niezmąconą niczem rozkosz przez lat parę...
Dlaczego go zdradziła? Dlaczego? Zaco?!... Wszak nie miał kochanek, nie hulał, nie zostawiał jej samej na długie dnie, godziny. Nawet i to, że nie mieli dzieci, nie było jego winą. Wiedziała o tem doskonale i nie mogła mu z tego powodu czynić żadnych wyrzutów. Więc dlaczego? Dla kaprysu? Dla dogodzenia zmysłom i żądzy zmiany, nowości?... Dlaczego w takim razie nie zerwała z nim otwarcie, nie oświadczyła mu wręcz, że się jej sprzykrzył i że kocha innego? Wszak mogła i nadal wieść życie wygodne i niezależne; znaczny majątek rodzinny, który otrzymała w posagu, pozwalał na to w zupełności. Więc kryła się przed nim ze swem wiarołomstwem z innych widocznie powodów. Ale jakich? Jakich? Byłażby naturą tak wysoce przewrotną, że znajdowała rozkosz w tajeniu cudzołożnego związku?
Henryk Łuniński gubił się w domysłach. To pewna, że stosunek z Zabrzeskim musiał trwać już od dłuższego czasu, już na wiele, wiele miesięcy przed fatalnym epilogiem w przedziale. Świadczył o tem chłód, z jakim