Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Niestety. Nie mogłem inaczej. Jadę w sprawie urzędowej.
— Ah, tak.
— Przykra misja — objaśnił po chwili. — Jako rzeczoznawca, muszę wydać opinję w sprawie niebezpiecznego sabotażu, który zdarzył się wczoraj pod Lesznem.
— Istotnie niemiła historja.
— Tem bardziej, że poza sprawcą głównym stoi, zdaje się, kilku innych i to prawdopodobnie sami kolejarze. Wśród funkcjonarjuszy stacyjnych podobno nastrój dla władz nader nieprzychylny.
— Należy być ostrożnym — zauważył Zabrzeski.
Tamten uśmiechnął się:
— Damy sobie radę. Lecz ostrożność nie zawadzi. Na wszelki wypadek wziąłem z sobą broń. Może pan zechce przypatrzyć się bliżej temu bawidełku?
I wyciągnąwszy ze skórzanego olstra ślicznie inkrustowaną krócicę, podał ją do oglądnięcia.
— Przepyszna broń! — pochwalił ze szczerem uznaniem rywal, biorąc pistolet do ręki.
— Co za robota! Co za wykończenie!