Strona:Stefan Grabiński - Demon ruchu.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przywileju. Rodzą się utajone siły, gromadzą od lat nieiszczone moce. Kto wie, czy nie wybuchną żywiołem? A wtedy prześcigną codzienność i spełnią zadania wyższe, piękniejsze niż rzeczywistość. Sięgną poza nią...
— A czy można wiedzieć gdzie się znajduje ów tor? Przypuszczam, miał pan na myli pewien ściśle określony?
— Hm — uśmiechnął się — to zależy. Zapewne jakiś jeden był punkt wyjścia. Lecz ślepych torów pełno jest wszędzie przy każdej stacyi. Może być ten, może być ów.
— Tak, tak, ale mnie chodzi o ten, z którego wyjechały na linię owe wagony.
Garbus pokręcił niecierpliwie głową:
Nie ruzumiemy się. Kto wie, może tajemniczy tor da się odkryć wszędzie? Tylko trzeba go umieć odszukać, wytropić — trzeba umieć wpaść nań, zajechać, wdrożyć się jego koleinę. — Dotąd udało się to jednemu...
Przerwał, wpatrując się w profesora głębią fiołkowo opalizujących oczu.
— Komu? — zapytał tamten machinalnie.
— Drożnikowi Wiórowi. Wawrzyniec Wiór, garbaty, upośledzony przez naturę okrutnie drożnik jest dziś królem ślepych torów, ich smutną, tęskniącą do wyzwolin duszą.
— Zrozumiałem — szepnął Ryszpans.