Strona:Stefan Grabiński - Demon ruchu.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jemnicze wagony wyszły na linię wprost ze ślepego toru.
— Co to ma znaczyć?
— To znaczy, że przed puszczeniem ich w obieg odpoczywały czas dłuższy na ślepym torze i oddychały jego specyficzną atmosferą.
— Nie rozumiem. Przedewszystkiem, co to jest ślepy tor?
— Uboczna wzgardzona odrośl szyn. samotne odgałęzienie torów, rozciągnięte na przestrzeni 50 — 100 m, bez wyjścia, bez wylotu, zamknięte sztucznem wzgórzem i rampą kresową. Niby uschła gałąź zielonego drzewa, niby kikut okaleczałej ręki...
Ze słów kolejarza płynął głęboki, tragiczny liryzm. Profesor patrzył nań zdumiony.
— Wokół zaniedbanie. Zielska przerastają zardzewiałe szyny; bujne, polne trawy, łoboda, rumian dziki i oset. Z boku odpada na poły strupieszała zwrotnica z wybitem szkłem latarni, której nocą nie ma komu zapalić. Bo i poco? Tor przecież zamknięty; nie ujedziesz nim dalej jak 100 m. Opodal na liniach wre ruch parowozów tętni życie, pulsują kolejowe arterye. Tu wiecznie cicho. Czasem zabłąka się w drodze maszyna przetokowa, czasem wtoczy niechętnie wóz od-