Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


razu tysiące ludzi, nie mających sposobu obrony? To rzeź wyrafinowana, zimna, okrutna!
Wszak za najkrwawszą uchodziła dotychczas wielka wojna światowa z przed półtora wieku. Ale cóż znaczy ta wojna, skoro dziś w ciągu dwunastu godzin ginie dwa razy więcej ludzi, niż wówczas w ciągu lat czterech?
A dalej, któż zaręczy, że w razie nawet wynalezienia sposobów obrony przeciwko i tym pociskom, nie będzie za lat kilka wytworzony w tajemnicy nowy, jeszcze genjalniejszy, straszliwszy i pewniejszy sposób masowego tępienia ludzi?
Wszak możliwości tego dowiodła Ameryka właśnie teraz, gdy sądzono, że przeciwko wszelkim już środkom zabijania wynaleziono skuteczne środki obrony.
Może pewnego dnia wynajdzie kto maszynę, która, puszczona w ruch przez jedno naciśnięcie guzika elektrycznego, wypleni cały naród, i genjalny barbarzyńca zasiądzie na powalonym tronie tysiącoletniej kultury!
Temi myślami przejęty, Znicz ocknął się dopiero wówczas, gdy samolot jego stanął na terasie domu, w którym mieszkał.

*

Pani Ira czuwała u łoża chorej córki, na wiadomość bowiem o śmierci narzeczonego, Ela padła, złamana bólem, jak kwiat, podcięty brutalną ręką.