Strona:Stefan Żeromski - Uroda życia tom 1.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została skorygowana.


— Jeszcze raz daję ci na to me słowo.
— Dziwaku! — mruknął Jeżkow. — Taka dziewczyna, takie stosunki, taka karyera. I on nie jest wcale zdradzony, daje na to słowo. No, więc milczę.
Piotr uśmiechnął się i odszedł do swej roboty. Mówił do żołnierzy, — później wsiadł na koń, wydawał rozkazy... Widział pola, lasy, wzgórza, w dali miasto. Lecz widoki te stawały się coraz bardziej zmącone, jakby obrazy snu. Unikał Jeżkowa i rozmowy z nim w niejasnej obawie, ażeby nie przyszła chęć wyrwania niespodzianie rewolweru i wypalenia mu między oczy.
W końcu następnego miesiąca, grudnia, lokaj generała, człowiek stary, wierny swemu panu, jak pies, dawny wysłużony żołnierz i niemal członek rodziny generalskiej przyniósł i wręczył Piotrowi list od mademoiselle Mathilde. Francuska pisała krótko i niezupełnie ortograficznie z prośbą, ażeby Piotr przyszedł nazajutrz na ów plac obok ogrodu i magazynów wojskowych, gdzie po raz pierwszy Tatjana naznaczyła mu spotkanie. Po przeczytaniu tego listu Piotr wpadł w zamyślenie. Przewidywał, że tam przyjdzie nie tylko Matylda, lecz i Tatjana. Cała jego męczarnia była nie czem innem tylko wykrętnym snem o spotkaniu z Tatjaną, wzdychaniem do jej widoku. Teraz jednak, gdy ona się nareszcie poniżyła i miała przyjść, ocknął się dawny gniew... Piotr wiedział, że owo narzeczeństwo z Roszowem może być li wybiegiem, a jeśli nawet było faktem istotnym, to w każdej chwili mogłoby