Strona:Stanisław Przybyszewski - Polska i święta wojna.djvu/22

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Mogła sobie jeszcze Europa z tych młodzieńczych zapaleńców kpić, może nawet na to wszystko najmniejszej uwagi nie zwracała, bo skądżeż mogła pojąć, że znalazła się garść zatraceńców, w których mogła się taka szaleńcza chuć wolności objawić — i Europa albo nic nie wiedziała, albo też wiedząc, śmiejąco się, wyczekiwała.
    A trzeba było wyczekiwać mimo złowieszczych pomruków nadchodzącej burzy.
    Niesłychany, ohydny, barbarzyński rygor, w jakim Konstanty, starszy brat Mikołaja I, namiestnik Kongresówki wojsko polskie żelazną pięścią kata utrzymywał, podłe, przebiegłe, podstępne węszenie najdrobniejszego objawu ruchu wolnościowego ze strony Polaków przez złego ducha Polski, Nowosilcowa, utrudniało niezmiernie podziemną pracę spiskowców.
    Ale już ognia nie było można zagasić, a wzmocnił się i spotężniał wieścią o lipcowej rewolucyi we Francyi. Wieść ta zaelektryzowała Związek: jakby weń nowe życie wstąpiło, świeża krew się rozlała — postanowienia dojrzewały — ogień coraz głębiej i szerzej się rozsadowiał, a w niedługim czasie przystąpiło do Związku 70-ciu oficerów z garnizonów warszawskich.
    Kotłowało się i wrzało w wojsku polskiem i tylko z trudem zdołały rozważniejsze warstwy społeczeństwa polskiego powstrzymać rozpędzony prąd naprzód gwałtownie prącej woli do wyzwolenia i na chwilę go zatamować.