Strona:Stanisław Przybyszewski - Poezye prozą.djvu/21

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Matko rozpaczy i cierpień —
    Matko ułudy i wiecznych upojeń —
    Matko cudu i tęsknoty —
    Odwieczna zmoro, upiorze, szatanie —
    Korzę się przed tobą,
    Elejson, elejson!
    Coś z duszy wyrwała krzyk grozy — ryk bólu — słodki czar pieszczącego szeptu — ciche łkanie rozmodlonej tęsknoty — rozpaczny bełkot ręce łamiącej pokuty — ciche tam–tam matczynej kołysanki — gniewny rozgwar pomsty i zawiści
    Ulituj się Pani!
    Coś przed oczyma rozesłała rajski przepych tęcz i świtów i mroków — o, można Pani, co w zaćmieniu słońca, w upiornie czarnym cieniu ziemi straszysz sądem ostatecznym wszelkie jestestwo — co wód głębie ku niebu spiętrzasz — co pustyń piaski od dna odrywasz i żarem słońca przepojoną lawą niebo zaćmiewasz — co wściekłe bałwanów zawroty na spienionych morzach łagodzisz i w uśmiech słodkiej stroisz dzieciny:

    Ulituj się Pani!
    Ryku burzy i huraganów —
    Roztopie wściekłych barw i rozszalałych tęcz —
    Łkający bólu jesiennych deszczów —
    Łasko rozrodu i wiosennego szału —