Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/383

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wesele


(...) On się w pluderki omsknął,
Kamizelką ochwacił,
Fontaziem elegencji jak biczyskiem foryś.
Dzióbek ma miękki,
Gdy naciśniesz — sklęśnie,
Gdy dasz mu folgę, odskoczy z plaśnięciem.

Ona aż pachnie czułością. Omlet
Zapewne jadła, bo jedzie powidłem. (Jak trzeba, w karocy)
Drażniątka opięła
W prześwitujący stanik. Niech naród widzi.

I ciągiem: gorzko!
Gorzko, gorzko! — wołać musimy aż do upadłego.
Upadły — skądinąd Inkasent Gazowni —
Księże kolanka wybrał na podpórkę.

Ksiądz się rozczulił:
„Styrane maleństwo”.

Wszyscy styrani: ja i baronowa
Jemy jajka na spółkę, żeby coś tam czynić.
Kominiarz
Starannie czyści paznokieć,