Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/384

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Specjalnie hodowany dla prezencji stanu.
Mizeria.

Wreszcie Dniewierz się podniósł, a zrobił to z fasonem
Dobrze skrojonego fraka w salonie Zaręby
I pali mówkę.

A to, że Ślubni
Są jako frachtowiec na spienionym morzu.

A to, że Ślubni
Płyną do Przystani, którą Bóg jest.

A to, że Ślubni
Mają się rozmnożyć.

A to, że w sklepach
Z pietruszką — drożyzna.

A to, że bąble (czerwone i krwiste)
Na pewnym cmentarzu w Texasie.

I usiadł. I znowu
Gorzko, gorzko, gorzko! —
Zakrzyknął Ślubny i tak się do ust Ślubnej przystawił,
Że trzeba go było odssać.

Na wszystko spoglądał z obrazu
Święty Józef z winogronami na zasobnej tacy —
Widać, rzecz go wzięła,
Bo kilka winogron omsknęło się na turecki dywan.