Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/381

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dla budki z piwem requiem


...Że się pewien browarny w trumienkowe dyby
Wtroczył, a był czas lipca, kiedy nawet pije
Jedyny Abstynent z pobliskiej Sadyby —
Budce z Piwem sprawiono doszczętne Requiem,
Najpierw Milusią kładli na pudła sarkofag
(Od rzeźnych przewożenia było podłe pudło)
Chociaż jak na lawecie biło blaskiem powag
Rozkoszy naszej złotej miododajne źródło.
Takiej Świętej Miłości nie przewidział z Warmii
Katabas — Wierszokleta, ni zamysł Augusta,
Z jaką w śmierć odchodziła, którą lud się karmił,
Policzki znał od wewnątrz, dystyngował usta,
I trepakiem by nazwać ono nóg słanianie,
Którym w „Marszu Żałobnym” chełpił się Ujejski,
Przy krokach boleściwych, kiedy Sadybianie
Szli żegnać swój ostatni Akropol podmiejski.
Pieszczoch z okiem Zagłoby, lecz bez jego blagi
Przyznający żonie celność w zajzajerze,
Hela Noga w brokatach monarszej powagi,
Lolo — pierwszy raz z dykcją — klepiący pacierze.
Trzeba było rozgarnąć te spuszczone rzęsy
Paniuś z Klubów Rabatek, Mentorów z rozporkiem
Wiecznie rozkitwaszonym przez narad bezsensy,
Jak dźwignąć ludu poziom blokowym wieczorkiem.
A tu Ofelia płaczu rozpuszczała loki