Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/376

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Istotnie
Widelec” —
Zgadzano się chórkiem wprost spod organów bolesnych
A Julitta zalewała się błogim
Deszczem filantropijnego uśmiechu
Obgryziony talerzyk z kieliszkami samorzutnie jakoś
Zawsze tak zawirował
Że Julitta za skarby nie mogła się wykrygować

„I otom co z chłopa
Za jaśniepana istnego wystrugała!
(Prezentowała drugi portret
Tym razem w trumnie
Zażywnego opasa
Z kandyzowanym wąsem
Podwiązaną szczęką
Z kamizeklą nie dopiętą u samego szczytu śmiertelności)
Miał takie szczęście do kobiety!
Ale Panów Artystów
Rodzinna pociecha jakoś omija”

O tak
Julitta
Doprawdy to był ktoś
To się rzucało w oczy
Kiedy z niedopałkiem w miodowej dulawce
Płynęła w ciemną furtkę szatni
Jakby Bóg cały seks świata obrócił w karawan