Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/326

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W sadzie


...A jak się rozplotkują:
Baba do Dziada,
Baba — swoje,
Dziad do obrazu,
Proboszcz do parafii,
Parafia do Powiatu,
Powiat zaraz dzwoni
Po wszystkich szczeblach
Gospodarskiej Drabiny...
Tam, gdzie u szczytu
Gospodarz stoi.

Potrząsa całym sowitym Ołtarzem
Plotkarzów w purpurce,
W panieńskich rumieńcach,
W pozłocie kolędniczej,
W postanowieniu: trzymać dzioby w garść
Ale bogać tam — Renetowym
I Koksom!

Lecą na łeb na szyję,
A klapią pośladkami!
Na same dno się sypią,
A gęby se liściem wycierają.
Ciżba ich w niewoli,