Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Sukumi
(Z cyklu „Spotkania”)

Swietłow żądał mnie widzieć Był już bardzo blady
Zwłaszcza w lewej nodze i szpitalnym łóżku
Które tu
Pod tropikiem
Było wyspą soli

Palmy chodziły za oknem jak wachta z Hamleta
Tyle że odziana
W napierśniki kurzu

Swietłow słyszał tę wachtę Pokazywał palcem
Prosto na żar wirujący w otworze okiennym
I śmiał się cicho
Chociaż nadal silnie

„To jest Stanisławie gong przed Epilogiem
A ty — niecierpliwy — już opuszczasz teatr
Trzaskasz klapą
Potrącasz
Biletera w przejściu
A za chwilę zbiegniesz po schodach w popłochu”

Zmęczył się Swietłow I stał przy nim Murzyn
O potężnych zębach
I z cytryną w ręku —