Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ach, nie tyle klasyczna —
Raczej już umarła,
Tylko w wargach wilgotnych trochę ciepła trzyma,
Powiew smaku pokrzywy,
Krople śliny zgorzkniałej
Od blasku i dymu.

Ach, nie tyle piekielna —
Wchodzi w wielki spokój,
Gdzie już nie ma radości, nadziei lub smutku —
Tylko krowia Kariatid
Wypłakuje oczy.


IV

Mężczyznę zbudzisz, gdy go dotkniesz, ale
Kobietę zbudzisz, gdyś dotykać przestał,
Wstaje zdziwiona w swej podłużnej sukni,
Patrzy na sprzęty z tępym przerażeniem.

Ani na chwilę niepewna jest siebie,
Wchodzi w powietrze bosymi stopami,
Jeśli nie krzykniesz, ujdzie bladym oknem,
Jakbyś otrzepał coś białego z dłoni.

O, Pawle, wiele wędrujących kobiet
Zostanie po mnie nad dachami sadyb,
Patrząc za nimi, rozkładałem ręce,
Jak ptasznik w smutku bardzo dobrotliwy.