Strona:Stanisław Grochowiak - Wiersze wybrane.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II

Nieraz — mówiono o niej — o świcie
Lęka się biedna przybliżyć do lustra,
Tafla się kłębi,
Wzbiera jak przed burzą
(Łagodne pazury wędrują w jej głębi).

Ona jest naga
I czuje swe plecy —
Dziurka od klucza nadpływa posępnie,
Ma usta miękkie,
Przywiera jak starzec.

Nieraz — mówiono o niej — o świcie
Kocha się z szarym sztywnym prześcieradłem;
Ono wzlatuje,
Zawisa wypukło
Na dwóch ciemnych skrzydłach
Jak zwierzę lub rzeźba.


III

Pokochana znienacka,
Nieomal przekłuta
Strzałą ze złota ciężkiego struganą,
Rozchyla usta,
Zbłękitniały jej białka,
Włosy jej krążą jak uśpione węże.