Strona:Stanisław Czycz - And.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




— A obserwowanie ludzi, obserwowanie zdarzeń?
— Lecz nie powinno się tego, przynajmniej tego, smakować zbyt łapczywie, zbyt raptownie. Należy sobie to, tę zabawę, rozłożyć, tak aby wystarczyło do końca. Tak, mój chłopcze, rozłożyć, nie smakować zbyt raptownie; zresztą czasem przyhamowaniu tej łapczywości niespodziewanie pomagają nieprzeźroczyste drzwi szafy; żadną, a więc i taką pomocą nie należy gardzić.
— Lubisz siusiać?
— Lubię siusiać.
— Szczególnie jeżeli przed chwilą piłeś.

— — lot w gwiazdy —
nie jestem pewien, czy on to powiedział, ale może jednak, bo skądże by mi przyszło, tam w tej szafie, skąd by przyszło: „super, lot, super bomb, new, lot w, (leć pieśni w dal), wzlot ku, (kupiłbym ci skrzypce), new groza, (Ewunia jest cierpiąca), cyberne, new, tyka”, a swoją drogą, mówiliśmy o obserwowaniu ludzi i zdarzeń, więc może nawet gdyby And nic nie powiedział o gwiazdach i lotach, — no właśnie, przecież tam w tej szafie jakoś też tak (o tym obserwowaniu): „szczególnie teraz, w tym całym super i new” — czy ja to mówiłem, czy myślałem?, raczej myślałem; And zawsze udawał, jeżeli już zdarzyło mi się mówić o czymś takim, udawał że to do niego nie dociera: „nie wiem o czym mówisz”; zaraz, czy on to powiedział tam (czyżbym więc mówił coś głośno?), czy powiedział? Bo krzyknąłem:
— Żałuj!