Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


swoimi psami lecz ogrodnicy straszliwa żmija kiedy to mówisz odpowiada ci śmiech wkradła się do sadu było mi srebrzyście było mi a teraz i gdyby nawet samo nic i wracam do idioty biada wam nadobne kwiatki i okrzyki i jakże pędzi i dudni wyskoczyć wyskoczyć dobranoc i okrzyki gdy mówisz poznałem wczoraj gdy mówisz popatrz na swoje uda na swoje ramiona są jeszcze dość silne włosy mają nie zmieniony kolor straszliwa żmija poznałem wczoraj miłą kurwę jest to zwyczajne kłamstwo śmiech i okrzyki no więc kłamstwo jak i tamto było jak wszystko jest okłamanie sam jestem kłamstwo tak kłamstwo i gdybyż jakieś wymyślne ale kłamstwo jakby od niechcenia jak rzuca się czasem w rozmowie bez dbania czy się kto nabierze na to czy nie i bez żadnych w tym kierunku starań a ja się nabrałem okrzyki i nawet oklaski stój kłamstwo więc się też nabieracie o nadobne kwiatki wszystko jest, miłą kurwę i mam się z nią zaraz spotkać i myjąc się przed wyjściem oglądam swoje genitalia popatrz Romeo wszystko jeszcze w porządku oklaski i śmiechy dołączam się choć moment jest zdaje się patetyczny dołączam się do śmiechu popatrz wszystko jeszcze w porządku vive l’amour przez gałęzie topól lecz kto mówi i o jakim pożegnaniu poznałem wczoraj topól za oknem wytężonych w niebo jak religie mówiłem sobie to w chwilach elegijnych usiłowałem może wierzyć lub wierzyć że jakoś będzie jakoś będzie dość wszystko kłamstwo w niebo napięte lub się cofa tak prędko albo za długo topole na pełganiach rozgrzanego powietrza patrz tam lub na rękę lub nie niech w tobie jak najmniej jak najmniej i dalej i spokojnie spokojnie wszystko jest



— Jest aktywny.

— Rzuca się i nie mogę go dobrze pchnąć a mógłby mi moją