Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Kobieta, która niesie śmierć.djvu/15

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    decydujące o powodzeniu nie przechodziły mu, bał się zaś bić znaczniejsze stawki. Gra toczyła się dość ostro i gdyby chciał się hazardować, jego dwie setki zniknęłyby błyskawicznie.
    — Co robić? — myślał z rozpaczą — Przecież tak nie odegram się? A ten szczęściarz Przeniczny ściąg nął przed chwilą ze stołu prawie dwa tysiące. Tyle, ile mi potrzeba.. Ale, nie bał się wpuścić setki do ban kpu, a ja wychodzę z głupich dwudziestu złotych. Co ro bić? Ano, czekajmy. Tylko spokoju.
    Siląc się opanować nerwy i jakim nieopatrznym zahazardowaniem się nie unicestwić wszelkich marzeń o ocaleniu, grał może godzinę bez rezultatu i zapewne grałby dłużej, gdyby wtem nie zaszła nieoczekiwana zmiana w grze.
    — Dobry wieczór panom! — rozległ się raptem czyjś dźwięczny, wesoły głos.
    Gracze podnieśli głowy z ponad stołu a wraz z ni mi i Marlicz. Podniósł i drgnął. Przy wejściu do poko ju stała kobieta, niezwykłej urody. Szczupła, wysoka, o ruchach wężowych, miedziano złotych włosach i wielkich, zielonych oczach.
    — Prawdziwy wamp! — pomyślał — Ciekawe, kto ona? Wamp w potajemnej szulerni.
    Nieznajoma powoli zbliżała się do stołu, a po nie zwykłym szacunku, jaki jej okazywali, postępujący wślad za nią Trawski i Kloc, widać było, iż jest ona tu wielce cenionym gościem.
    — A, baronowa! — zawołał przemysłowiec Prze niczny, nie wymieniając jednak jej nazwiska i zry wając się ze swego miejsca — Proszę bardzo, niech baronowa tu siada, ja zaraz zdobędę inne krzesło.
    Piękna kobieta zajęła miejsce i w odpowiedzi zaś miała się głośno.