Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Kobieta, która niesie śmierć.djvu/16

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — Ach, pan Przeniczny — zaciągała nieco kreso wym akcentem — pragnie być moim sąsiadem? Bar dzo proszę! Mamy mały rachunek do uregulowania! Zabrał mi pan zeszłym razem parę tysięcy ,to głup stwo, ale nie lubię na żadnym polu ulegać mężczyz nom.
    — Postaram się i dzisiaj!... — szeroka twarz prze mysłowsca rozpłynęła się w uśmiechu, podczas, gdy Kloc podsuwał mu fotel.
    — Zobaczymy!
    Przerwana na chwilę gra rozpoczęła się na nowo. Marlicz nieznacznie obserwował obsypane brylantami palce baronowej, widział, jak ta z małego woreczka z wężowej skóry wyciągnęła gruby zwitek bankno tów, w którym napewno znajdowało się kilka tysięcy złotych.
    — Taka nie martwi się o pieniądze — pomyślał. Ale ładna!... — Któż to taki? Gdyby moja obecna sytuacja... Co tu sobie głowę zaprzątać baronową.
    Gra, która i przed tym toczyła się dość ostro, o żywiła się teraz jeszcze więcej. Może pod wpływem pięknej kobiety, która bez wruszenia biła znaczne staw ki i sama wystawiała banki po paręset złotych i inni gracze ożywili się bardzo. Raz po raz leżało na stole po kilka tysięcy, a szczęście wyraźnie sprzyjało baro nowej. Rosła przed nią kupka banknotów, na które jakby nie zwracała uwagi, ćmiąc obojętnie papierosa za papierosem, jakie wyjmowała z wąskiej, złotej pa pierośnicy.
    Jeden tylko Marlicz trzymał się poprzedniego sy stemu i z przerażeniem stwierdzał, że choć nie hazar dował się, kapitalik jego zmniejszył się do stu pięć dziesięciu złotych. A denerwowało go jeszcze więcej, że wydawało mu się, iż piękna baronowa wciąż na