Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Karjera panny Mańki.djvu/108

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Weleszowa nie pozwoliła jej dokończyć.
    — Ale pragnie się pani zapytać, dlaczego po ratunek tutaj przychodzę?...
    — Istotnie... Zapewniam, iż mąż pani i jego miljony są mi obojętne... Sama zaś mam inne zamiary, pragnę wyjść zamąż...
    — Otóż to! — zawołała Weleszowa, — tylko osoba, która nie bałaby się narazić Hipolitowi, zgodzi się na plan podobny! Mąż mój jest dość szczery i równie szczerze opowiada o swoich powodzeniach, jak i niepowodzeniach miłosnych. Ponieważ opowiadał, że pani nie zwraca na niego uwagi, a on chce za wszelką cenę ją zdobyć, nabrałam przekonania, że jest pani jedyną kobietą, która dopomóc może w mojem straszliwem położeniu. Błagam, nie odmawiaj mi, pani! Toć moje życie od tego zależy!...
    Tyle gorącej prośby zadźwięczało w głosie Weleszowej, że Mańka poczuła się rozbrojona.
    — Gdybym, — rzekła, — zgodziła się nawet przychylić do tej prośby, nasuwa się wiele trudności. Powiada pani — zatrzymać Welesza do siódmej rano. Pięknie! Ale jak to wykonać? Siłą zatrzymać nie mogę, na pijaństwie nocy z nim nie spędzę, bo przepiłby mnie, kochanką w żadnym razie nie zostanę... Więc...
    — I to przewidziałam!
    — Pani przewidziała? Ciekawe?
    Weleszowa przysunęła się jeszcze bliżej:
    — Należy uśpić Hipolita!
    — Ja mam go uśpić?

    — Tak, jedyna rada! O to przyszłam błagać nieomal na klęczkach... Sama rozumiem, że niema innego sposobu zatrzymać go do siódmej rano... Mogłaby pani, co prawda, jeździć z Hipolitem z dancingu na dancing, a wreszcie pojechać za miasto, ale tam on weź-

    102