Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Karjera panny Mańki.djvu/109

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    mie gabinet, stanie się natarczywy, będzie z nim wiele kłopotu... Pozostaje tylko środek nasenny. Wszak nic się nie ryzykuje. W odpowiedniej chwili doleje mu pani kilka kropel do wina i wnet zaśnie na szereg godzin... Gdyby się nawet później dowiedział, to się najwyżej obrazi, a pani z jego obrazy niewiele sobie robi...
    — No... niewiele... — bąknęła, niezbyt zachwycona tym projektem.
    — Właśnie! — wykładała tamta dalej. — Nawet przyniosłam środek nasenny...
    Wyciągnąwszy malutką flaszeczkę, z ciemnym wewnątrz płynem, postawiła ją na stole.
    — Weronal pomięszany z opium! Działa błyskawicznie! Stale mu to dawała, gdy dostawał napadów duszności i nie sypiał po nocach... Śmiało można wylać całą zawartość...
    Mańka nigdy jeszcze nie znalazła się w takiej, jak obecnie, duchowej rozterce. Nie wiedziała na co się zdecydować. Z jednej strony żal jej było Weleszowej i pragnęła jej dopomóc, z drugiej — nie uśmiechała się jej wcale rola „usypiaczki” i kłopot z Hipolitem przez noc całą. Wahanie to zauważyła Weleszowa.
    — Niech pani nie odmawia, raz jeszcze błagam... Inaczej nie wiem, co począć, chyba... — i wielkie łzy zabłysły w jej oczach.
    Solidarność kobieca przechyliła w Mańce szalę zwycięstwa na korzyść pokrzywdzonej żony. W samej rzeczy, nie narażając się wiele, ratowała biedaczkę z ciężkiei sytuacii — jednocześnie Hipcio otrzymywał porządną naukę, gdyż wart był tego. Już miała wyciągnąć rękę po flaszeczkę i głośno oświadczyć, że się zgadza, kiedy nagle w jej umyśle zrodziło się podejrzenie:

    — Czy ten środek jest istotnie nieszkodliwy dla zdrowia? — rzuciła pytanie.

    103