Strona:Sonety Shakespeare'a 1913.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wypada, przeto, rzec coś o metodzie.
Co mnie jest przykrem, bo Bergson jest w modzie
I każdy mówi coś o intuicyi,
Nawet w Galicyi.

Albo powiedzą: »Cóż za dusza harda!
Cudzych rozumów niechętnie pożycza«.
Wiedzcie, zaglądam: w Lindego, Standarda
I w Karłowicza.

Lecz nie czytałem komentarzy żadnych,
Od dzieł się strzegłem erudytów zdradnych,
Bo kiedy widzę gmach hipotez kruchy,
Nie mam otuchy.

Sądzę, że Szekspir wieczyście jest żywym:
Niech mnie obejmie skrzydłem miłościwym,
Niech Szekspir, który prawdą swoją włada
Sam o mnie gada.