Strona:Sofokles - Król Edyp.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


TYREZJASZ

Nie Kreon, lecz ty sam sobie zatratą.

EDYP
Skarby, królestwo i sztuko, co sztukę
380 

Przewyższasz w życia namiętnych zapasach,
Jakże was zawiść natrętnie się czepia,
Jeżeli z tronu, którym mnie to miasto
W dani, bez prośby mojej zaszczyciło,

Kreon, ów wierny, ów stary przyjaciel
385 

Zdradą, podstępem zamierza mnie zwalić
I tak podstawią tego czarodzieja,
Kuglarza, który zysk bystro wypatrzy,
A w swojej sztuce dotknięty ślepotą.

Bo, nuże, rzeknij, kiedyś jasno wróżył?
390 

Dlaczego, kiedy zwierz ów śpiewotwórczy
Srożył się, zbrakło ci słów wyzwolenia?
Przecież zagadkę tę nie pierwszy lepszy:
Mógł był rozwiązać — bez jasnowidzenia.

A tobie wtedy ni ptaki, ni bogi
395 

Nic nie jawiły; lecz ja tu przyszedłszy
Nic nie wiedzący zgnębiłem potwora,
Ducha przewagą, nie z ptaków natchnienia,
Mnie więc ty zwalić zamierzasz, w nadziei,

Że bliskim będziesz przy Kreona tronie.
400 

Lecz ciężko i ty jak ów, co podżega,
Odpokutujesz, a gdyby nie starość,
Wraz byś otrzymał kaźń za twe zamysły.

CHÓR

Nam mowa starca wydała się gniewną

I twoja także, Edypie, a przecież
405 

To nie na czasie; lecz patrzeć należy,
Byśmy głos boga spełnili najlepiej.

TYREZJASZ

Chociaż ty władcą, jednak ci wyrównam
W odprawie. Słowem i ja także władam.