I to w tym wieku; czyż ona w bezwstydzie
Wszelkiego czynu nie wyda się zdolną?
Wiedz ty, żem jeszcze nie wyzuta z wstydu,
Choć sąd twój inny; dziś słyszę, że działam
Nad wiek i płonę nieprzystojnym gniewem,
Lecz twa złość przecież i twoje to czyny
Mnie popychają do gwałtu i winy,
Bo złe postępki są złego posiewem.
Bezczelna dziewko! ja i słowa moje
I czyny zbytnią tchną w ciebie wymowę.
Tyś więc wymowna, nie ja! Bo ty działasz,
A gdy czyn knowa, zawtórzą mu słowa.
Na Artemidę! wnet ciężko odpłacisz
Twoją zuchwałość, gdy Egist się zjawi.
Widzisz, w gniew wpadasz, choć dałaś mi wolność
Mówić, co zechcę, — a słuchać nie umiesz.
Czyż choć ofiary bez krzyków złowrogich
Nie ścierpisz, skoro ci usta rozwarłam?
Nuże, święć, składaj, nie złorzecz mym ustom,
Bo ja już słowa więcej nie wyrzeknę.
Złóż więc, służebno, zaraz te ofiary
Różnoowocne, bym wzniosła do Boga
Modły, któreby tej zmory ujęły.
Wysłuchaj zaraz, o Febie, obrońco,