Nocne widziadła, jak mniemam, powodem.
Ojczyste bogi! na pomoc choć teraz!
Czyż ty z tej trwogi nabierasz otuchy?
Rzeknę, jeżeli wyjawisz sny owe.
Lecz wiedząc mało, niewiele rzec mogę.
Choć to mi powiedz, bo i drobne słowo
Zwali człowieka lub dźwignie na nowo.
Mówią, że ona naszego rodzica
Widziała postać, zjawioną powtórnie
Na światło ziemi; że on przy ognisku
Zatknął to berło, które sam piastował
Niegdyś, zaś Egist dziś dzierży; że z niego
Bujna latorośl strzeliła, od której
Cień padł na całą krainę Mykenów.
Gdy więc sny owe przedkładała słońcu,
Ktoś to podsłyszał i mnie rzecz powtórzył.
Nic nad to nie wiem — prócz tego, że ona,
By strach zażegnać, mnie w pole wysłała.
A więc na bogi cię błagam rodowe,
Słuchaj i nie gub się w błędzie. Bo jeśli
Wzgardzisz mną, w klęsce wnet zwrócisz się do mnie.
Niechby nic z tego, co w ręce masz twojej,
Grobu nie tknęło, o siostro ma droga!