Strona:Sinobrody.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   18   —

z sypialni i czemprędzej do drzwi tajemniczych pobiegła.
Już wkładała klucz do zamku, gdy naraz rozległ się głos trąb rycerskich i silne do bramy pałacowej stukanie.
Poznała Fatyma doniosły głos Sinobrodego, wzywający do otwarcia i czemprędzej wbiegła do sypialni, gdzie rozbudzona już siostra z rozpaczą na puste jej łoże patrzała.
Dowiedziawszy się, że nie zdążyła jeszcze otworzyć, ucieszyła się bardzo i ubrawszy się witała wraz z Fatymą przybyłego tak niespodzianie szwagra.
Sinobrody oglądał długo klucz od pokoiku, coś widocznie miarkował, spoglądał poderzliwie na żonę, ale dowodu jasnego nie miał.
Po niejakim czasie pożegnał znów Fatymę i po raz ostatni, jak mówił, wyjeżdżał w daleką podróż.