Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z tyłu Polluks oszczepem, gdzie żebro przyległo,

Przebił go, aż na wylot żelazo przebiegło.
160

Padł tamże na Kastorze, śmierć po zamroczyła:
Wtym Idas i z nim jego drużyna skoczyła
Do Polluksa. i wnet po mieczmi okrywali;
A słudzy Polluksowi odpór im dawali

Za panem swym: z obu stron wielkie zamieszanie
165

Poczeło być, i rany. i krwie rozlewanie.
Aż Jupiter dekret swoj uczynił na niebie.
I natychmiast musiał być koniec tej potrzebie.
Bo zaraz deszczem na nie i wichrem nieskromnym[1]

Linął[2] z gory i strzelił piorunem ogromnym.
170

Noc czarna wstała, trwoga na nie uderzyła.
Rozskoczą się i tak ich burza rozproszyła.
Same tylko dwa trupy na placu zostały,
Aby potomnym czasom naukę dawały:

Po Kastorze, jako to źle pragnąć cudzego;
175

Po Lincesie. jako mieć źle nie powolnego
Przyjaciela, abo więc chcieć się go dobijać
Gdzieć nie rado. lepiej tam zdaleka omijać.
A owszem kto ukaże niestatek po sobie,

Niżby z nim żyć. lepiej lec z umarłemi w grobie.
180



Sielanka osma.
Dziewka.
Daphnis, Dziewka.


DAPHNIS.

Piękna, była Helena, co się Parysowi
Dała unieść, naszego cechu pasterzowi:
I ta pewnie Helenę urodą celuje.
Co teraz nadobnego pasterza całuje.


  1. nieskromny — wielki, potężny
  2. linąć — lunąć