Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

a kawki gwizdały na fujarkach. Do tego przyłączył się plusk strumieni, śpiew rusałek, pobrzęk błękitnych, gencjanowych dzwonków i łopotliwy głos szpaków. Wszystko grało razem.
Nigdy jeszcze nie słyszał Jan tak wspaniałej muzyki, bo też nigdy nie przysłuchiwał się graniu z taką uwagą. Wnikała mu w uszy i jakby osiadała tam, tak, że nie mógł już zapomnieć.
Gdy pieśń się skończyła i las umilkł, zbudził się Jan z marzeń swoich. I zaraz, bez namysłu odśpiewał od początku do końca ową pieśń, ów cesarski hymn lasu, aby nie uleciał z jego pamięci.

Ojciec wielkiej monarchini
Honory królestwa czyni.

Tu miała powtarzać się przy każdej zwrotce przegrywka, której dobrze nie spamiętał, ale śpiewał ją odważnie tak, jak mu została w uszach.

Pisało o tem w gazecie...
Wiecie chyba wszyscy przecie!
Austrja, Metz, Japonja społem
Portugalji biją czołem,
A więc niech muzyka gra!
Ratata! Rata ta!
Bum! Bum! Bum!

Ze złota korona jego,
Rycerze go zbrojni strzegą!
Pisało o tem w gazecie...
Wiecie chyba wszyscy przecie
Austrja, Metz, Japonja społem
Portugalji biją czołem,
A więc nich muzyka gra!
Rata ta! Ratata!
Bum! Bum! Bum!

Już nie jada lichej strawy.
Stoły gną się od zastawy,