Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

powiedział: — Papieżowi lepiej. Będzie żył. Dziś w nocy choroba się przesiliła.
Posługaczki dawały mu znaki, by milczał, żeby nie przeszkadzał umierającej, ale ona już go słyszała.
Widziała też, jak błysk radości i szczęścia, nie dający się ukryć, przeleciał po twarzach obecnych, otaczających jej łoże.
Wtedy znikło zniecierpliwienie z jej twarzy. Uśmiechnęła się zadowolona. Dała znak, żeby ją posadzono na łóżku; usiadła i powiodła dokoła wzrokiem daleko patrzącym. Zdało się, jakby spoglądała na Rzym i patrzała na przechodniów na ulicach, witających się wzajemnie radosną wieścią o papieżu.
Podniosła głowę, jak mogła najwyżej.
— To ja zrobiłam — rzekła. — Jestem bardzo szczęśliwa. Bóg pozwolił mi umrzeć, aby on mógł żyć. Nie zależy mi nic na tem, żeby żyć — ponieważ uszczęśliwiłam wszystkich ludzi.
Położyła się znów na łożu i w kilka chwil już nie żyła.

W Rzymie opowiadają, że Ojciec święty po wyzdrowieniu pewnego dnia zabawiał się odczytywaniem zapisywanych w kościołach pobożnych wotów, przyrzekanych za jego wyzdrowienie.
Z uśmiechem czytał długie kolumny małych