Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to jemu nowe życie mógł okupić! — powiedział.
— Co ty mówisz?! — zawołała matka. — Czy go naprawdę tak bardzo kochasz? Ale nie powinieneś w żadnym razie wypowiadać tak niebezpiecznych życzeń. Przeciwnie, powinieneś myśleć o tem, żeby żyć jak najdłużej. Kto wie, o się jeszcze stać może? Czemu nie miałbyś kiedyś zostać papieżem?
Dzień i noc przeminęły, a stan zdrowia się nie poprawił. Kiedy pani Konstancya następnego dnia syna spotkała, ujrzała go zupełnie zmienionym. Zrozumiała, że spędził cały dzień na modlitwach i poście, i zaczęła się złościć.
— Zdaje mi się naprawdę, że chcesz zginąć dla tego starego człowieka!
Syn zmartwił się, że matka znów nie ma z nim współczucia i starał się nakłonić ją do współczucia choć nieco z jego bólem.
— Powinnaś faktycznie więcej aniżeli ktokolwiek życzyć tego, aby papież wyzdrowiał — zaczął mówić. — Jeśli będzie dalej rządy sprawował, to nim minie rok, zamianuje mego proboszcza biskupem, a w tym wypadku i moja karyera gotowa. Da mi wówczas dobrą posadę przy jakimś katedralnym kościele. Wtedy już mnie nie ujrzysz w podartej sutannie. Będę miał dużo pieniędzy i będę mógł pomódz tobie i twoim biednym sąsiadom.