Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzące do minaretu i widziałem, jak wstępował na nie właśnie mollah. Miał on na sobie czarny płaszcz i biały turban, jak wszyscy inni, i nie mogłem z początku ujrzeć jego twarzy. Ale kiedy na skręcie schodów zwrócił się twarzą ku mnie, zobaczyłem, że to był Chrystus.
Opowiadający znów zrobił krótką pauzę, a pierś jego podniosła się w głębokim oddechu. — Nigdy nie zapomnę, choć to był sen tylko — zawołał — jakie wrażenie zrobiło na mnie widzieć wstępującego po schodach minaretu w El Azhar Chrystusa! Wzruszyło mnie to tak bardzo, że On wszedł do tej twierdzy islamu, aby oznajmić godzinę modlitwy, że zbudziłem się ze snu i oprzytomniałem.
Tu obcy ów człowiek znów zatrzymał się w opowiadaniu, aby dragoman słowa jego przetłómaczył. Mesullam cały czas siedział bez ruchu i obojętnie z oczyma na wpół przymkniętemi, jakby przez to chciał powiedzieć: Ponieważ nie mogę pozbyć się tego upartego człowieka, więc pokażę mu bodaj, że ani mi się nie śni słuchać tego, co opowiada. Spróbuję zasnąć. To będzie najlepszy sposób pokazać mu, jak mało mnie interesuje.
Dragoman też zwrócił uwagę przybysza na zupełną obojętność Mesullama, że ich trud będzie daremny i pewnie nie usłyszą żadnego mądrego słowa od niego, dopóki będzie trwał w tem