Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


coś użytecznego. Śmiała się ochoczo, pokazując nowy dar.
— Spojrzyjcież jeno! — wołała. — W takim to paradnym stroju jeździć będę odtąd po chłopskich osiedlach dla zgotowania jadła gościom pogrzebowym, lub weselnym.
Hrabinie zdawało się pewnie, że czyni coś bardzo dobrego, kiedy ofiarowywała Ulli swój kostjum do konnej jazdy. Był skrojony angielską modą, która weszła właśnie w użycie, a składał się z długiej, czarnej amazonki, obcisłego, bramowanego sobolami żakietu, oraz małego, damskiego cylindra. Kostjum zrobiony był z wyśmienitego materjaiu i nie widać na nim było śladu zniszczenia, ale jako dar dla Ulli był w każdym razie ostatniem głupstwem. Amazonka posiadała fantastyczną wprost długość, tak, że Ulla kroku postąpić nie mogła, zaś w czerwonym żakiecie wyglądała arcykomicznie. Poprosiła, by Śnieżka także przymierzyła kostjum, a gdy się to stało, obie z babką wprost osłupiały z podziwu.
— Cóż za szkoda, że to nie ty dostałaś ów wspaniały dar! — zawołała Ulla. — Kostjum leży na tobie jak ulał, zupełnie jakby na twą miarę był robiony.
Posadziła Śnieżkę przed lustrem, rozluźniła jej nieco włosy i włożyła jej cylinder na głowę.
— Prawda, — rzekła zwracając się do babki — że wygląda jak istna hrabianka? Jeszcze jej tak piękną nie widziałam!