Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niemożliwe, bowiem matka poleciła jej utkać do śniadania pewną ilość łokci płótna.
Ojciec chciał w pierwszej chwili powiedzieć, by szła mimo tego rozkazu, ale potem pomyślał, że nie wypada zaraz pierwszego dnia zmieniać zleceń żony, poszedł tedy sam, zostawiając córkę przy warsztacie. Tego nie spodziewała się wcale, wydało jej się, że serce u staje w piersiach, uczuła wyraźnie, iż utraciła raz na zawsze ojca...
Łzy stłumiły w tem miejscu słowa pastorówny, tak, że musiała umilknąć. Anna Brogren nie mówiła też nic, tylko łkała głośno. Mała Nora miała wielką ochotę płakać, ale powstrzymała ją obawa, że tam te dwie usłyszą.

II.

Następnej nocy mała Nora przeżyła zupełnie dokładnie to co pierwszej. Anna Brogren nie odjechała, jak to miała zamiar uczynić. Zaledwo pastor i żona jego powiedzieli wieczór dobranoc i udali się na spoczynek, wyśliznęła się zaraz Anna Brogren z gościnnego pokoju i zeszła do komory, w celu pogwarzenia ze swą siostrą mleczną.
Tym razem nie zadawały sobie nawet trudu czekania, aż mała Nora zaśnie. Młoda pastorowa oświadczyła na samym wstępie, że została poto tylko, by usłyszeć ciąg dalszy pięknej bajki o Śnieżce, którą jej opowiadała zeszłej nocy Maja Liza. Nale-