Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ja dobrze, iż popełnili czyn karygodny, gdyż inaczej nie pobieraliby się potajemnie.
W tem miejscu wmieszała się babka, chwyciła Śnieżkę za rękę i rozkazała ostrym głosem, by poszła do jej pokoju na górce. Śnieżka nie wzbraniała się, ale zwrócona raz jeszcze ku mamzel Vabitz, powiedziała jej, że wkradła się do serca ojca zapomocą smacznego jadła i że tylko z tego powodu wziął ją za żonę.
Potem dopiero odeszła z babką.
— Wielka szkoda! — zawołała Anna. — Trzeba było dać jej zupełną swobodę.
— Babka zabrała ją z sobą i gdy tylko Śnieżka znalazła się w pokoiku na facjatce, wybuchła niepowstrzymanym płaczem. Była to nowość w jej życiu. Nigdy jeszcze tak gorzko nie płakała. Łzy płynęły z jej oczu bez przerwy, przez kilka godzin i miała przez cały ten czas wrażenie, że zbudziło się i objęło nad nią władzę coś zgoła obcego, co przez wszystkie lata swego dotychczasowego życia nosiła w sercu na dnie. Czuła dokładnie, że smok jakiś straszliwy, czy dzikie zwierzę mieszka w jej duszy. Ach! Przeraziła się tak bardzo owego potwora, że niemal całkiem zapomniała o nieszczęściu, jakie na nią spadło. Niezmierną trwogą przejęła ją świadomość tej potęgi nieokiełznanej i groźnej, tkwiącej w niej bez winy i postanowiła uroczyście, że nigdy już, nigdy w życiu nie pozwoli, by się miała przejawić na zewnątrz.