Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Zasnęła na dobre! — powiedziała z ulgą młoda kobieta, stając ponownie ze świecą w ręku przy łóżku Nory.
— Nie sądzę, by mogła zasnąć! — zauważyła Maja Liza — Trudno spać przy naszej ciągłej paplaninie.
— Najlepiej będzie, — poradziła Anna, — jeżeli zamilkniemy na chwilę!
Milczały rzeczywiście przez kilka minut, a Anna upewniła się zupełnie. Twierdziła, że wyraźnie słyszy miarowy oddech śpiącej.
— Cieszę się z tego, — powiedziała — bo nie myślę wyjeżdżać z Löwdali, dopóki się nie dowiem dokładnie, jak tu wszystko idzie i co się dzieje, choćbyśmy miały nie spać do rana.
— Jestem całkiem pewna, że ta mała nie śpi! — odparła pastorówna — Ale możemy sobie poradzić inaczej. Będziemy czekały, a tymczasem opowiem ci bajkę. Pamiętasz pewnie, ilem ci naopowiadała bajek w dawnych czasach.
— Obawiam się, że ją to dopiero na dobre rozbudzi! — szepnęła Anna Brogren — Ale rób, co chcesz. Cóż to będzie za bajka?
— Opowiem ci najlepiej bajkę o Śnieżce.
— Dobrze, dobrze! — zgodziła się Anna ochotnie i poweselała. — Minęło dużo czasu od ostatniego opowiadania tej bajki! Mów!