Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Była daleko, bardzo daleko od wszystkiego, co ją, w normalnym czasie troskało i bolało. W tej właśnie chwili ktoś ujął za klamkę i głowa czyjaś ukazała się w drzwiach.
Maja Liza skierowała osłupiałe spojrzenie na wchodzącą, jakby patrzyła na osobę obcą zupełnie, i nie szła witać jej. Ciotka odrzuciła kołowrotek i wstała, ale Maja Liza nie ruszyła się z miejsca i nie mogła otrząsnąć z marzeń. Bardzo niejasno jeno uświadomiła sobie, kto przybył, wówczas nawet, gdy posłyszała chrapliwy głos zawiadamiający, że macocha zabrała się z Bengtem, by przywieźć pasierbicę, zaś ciotka wyraziła przekonanie, iż pani pastorowej nie spieszno tak przecież do domu, by nie zdjęła okrycia i nie zjadła wspólnie wieczerzy.