Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wyruszył niezwłocznie w drogę, a inspektor wyciągnął się rozkosznie na sofie biurowej i pomyślał, że dobrze jest bodaj na dni parę zostać panem całej huty. Niebawem jednak wezwano go do fabryki, bo zachorował kowalczyk w podobny sposób, jak poprzednio kowal od młota parowego. Inspektor udał się niezwłocznie na miejsce i, stanąwszy u drzwi, patrzył nań przez chwilę. Potem poszedł prosto nad wodospad, gdzie zazwyczaj łowił pstrągi praktykant.
Zastał tu Svena i kazał mu iść z sobą do biura.
— Słuchaj, Liljecrona! — powiedział. — Zarządca wyjechał, ja zaś zaproszony jestem do Börnidet. Musisz pilnować huty przez dni parę. Tu masz klucze i kasę. Nie będziesz miał nic innego do roboty, tylko uważać, by ludzie pracowali jak zawsze.
Powiedziawszy to, wstał, zaś uczeń zajął miejsce w fotelu zarządcy i wydało mu się to rzeczą wspaniałą, iż króluje nad całą hutą hendriksberską.
Niedługo jednak posiedział, gdy przybył posłaniec z wieścią, że chory ma się coraz gorzej. Sven pobiegł na fabrykę i wszedł do mieszkania chorego kowala. Ale nie zatrzymał się przy drzwiach, jak inni, jeno przystąpił do chorego, który był czerwony jak burak, spuchnięty i straszny przedstawiał widok.
— Czy wiecie co to za choroba? — spytał kowala.