Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pewności i bezpieczeństwa dawała stara, chłopska świetlica.
Ileż zmian i przewrotów, oraz niebezpieczeństw naokół? Przyszło jej, gdy słuchała grania, na myśl, to co usłyszała o zarządcy Henriksbergu, który był ongiś znakomitym skrzypkiem.
Pastor Liljecrona opowiedział jej wszystko o bracie swym. Czekał nań przez cały dzień w Svanskogu, przeto rozmowa toczyła się w znacznej mierze o nim.
Maja Liza doznała tego zadowolenia, że przystojny pastor, spoglądający na nią zrazu niby na piękną laleczkę, rozmawia niemal wyłącznie z nią tylko od kiedy, że tak rzec można, wsiadła nań i ośmieliła się powiedzieć, że musi pozostać w Finnerud, a nie może brać bogatej parafji, Sjöskogi.
Spostrzegł tedy, że była również człowiekiem, toteż zaprzestał jej patrzyć martwo w twarz, a rozmawiał z nią przez całe poobiedzie, co jej sprawiało wielką przyjemność. Pleban z Finnerudu był to człowiek ujmujący wielce, naturalny, szczery i Maja Liza mogła doń mówić zupełnie jak do ojca swego. Po obiedzie wyszli na przechadzkę, bo nie mógł przez kilka godzin z rzędu siedzieć w pokoju. Spacerowali po gościńcu tam i z powrotem, aż do chwili zapadnięcia mroku, rozmawiając o bracie pastora.
Liljecrony, był to, podobnie jak rodzina Maji Lizy, stary ród pastorski, mogący się poszczycić tem,