Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KOWAL Z HENRIKSBERGU.

Jeden jedyny moment dnia tego wolnym był dla Maji Lizy od uporczywej myśli o macosze, a mianowicie wieczór, kiedyto wraz z pastorem Liljecroną i wszystkimi domownikami siedziała w świetlicy przed płonącym kominkiem i słuchała grającego na skrzypkach pana domu, wysokiego, czarnego kowala z Henriksbergu, opartego o wielką szafę.
Było tu bardzo przytulnie i Maja Liza zaczynała rozumieć, że ciotka mimo swego stanu chłopskiego może się czuć szczęśliwą. Niezmiernie wygodnie i spokojnie siedzieli sobie wszyscy, każde zajęte robotą i gotowe paplać, a nie było różnic między parobkiem, a gospodarzem domu i dziewką a gospodynią. Szczęście omija może dlatego właśnie wielmożów, że wynoszą się dumnie ponad swych podwładnych, a w rezultacie, jako plon otrzymują jeno samotność i różne przeciwności. Maja Liza mogłaby była powiedzieć, że tu jest bliżej ziemi niż gdzieindziej, stoi na pewnym gruncie i nie jest wystawiona na tyle zmian i przełomów. Takie wrażenie