Strona:Selma Lagerlöf - Legendy o Chrystusie.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niem, ale kobieta szybko położyła mu rękę na ramieniu.
— Daj pokój — rzekła — nie zaczynaj sporu. Pokażę mu, co niosę, i przekonana jestem, że nam nie zrobi nic złego.
Z uśmiechem szczęścia, ufności i dumy zwróciła się do żołnierza i uchyliła lekko rąbek szaty.
Żołnierz cofnął się nagle i przymknął oczy oślepiony. To, co kobieta niosła, było tak olśniewającej białości, że w pierwszej chwili nie poznał nawet, na co patrzy.
— Myślałem, że ukrywasz dziecko — rzekł zdziwiony.
— Widzisz, co niosę — odparła spokojnie.
Widział snop białych lilii, takich samych jak te, co rosły na polu tuż przed nim, — tylko jaśniały takim blaskiem, że nie mógł na nie patrzeć bez zmrużenia oczu.
Pochylił się jednakże i sięgnął ręką między kwiaty: nie mógł się pozbyć myśli, że kobieta ukrywa dziecko, — ale czuł tylko miękkie płatki kwiecia.