Strona:Selma Lagerlöf - Legendy Chrystusowe.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cięcia. Istotnie nie mógłbym był liczyć na tak szczęśliwy przypadek.
Mężczyzna z kobietą odbywali dalej swą szybką wędrówkę ku bramie. Nie spodziewali się widocznie, aby ich tu kto zatrzymał, wzdrygnęli się przestraszeni, gdy żołdak pochylił przed nimi swą włócznię i drogę im zagrodził.
— Dlaczego bronisz nam wyjścia na pole do roboty? — zapytał mężczyzna.
— Możesz iść — rzekł żołnierz — ja muszę tylko zobaczyć, co to twoja niewiasta chowa pod szatą?
— Co w tym jest do widzenia? — odparł mężczyna. — To chleb i wino, całodzienny nasz posiłek.
— Może i prawdę mówisz, — rzekł żołnierz — ale jeżeli tak jest, to czemuż mi dobrowolnie nie pokaże tego, co niesie?
— Nie chcę, abyś to widział — rzekł mężczyzna — i radzę ci przepuść nas.
Mówiąc to podniósł topór, ale kobieta położyła mu rękę na ramieniu.
— Nie wdawaj się w spory! — prosiła. — Spróbuję z nim inaczej. Pokażę mu co niosę i jestem pewna, że żadnej krzywdy temu nie uczyni.
Z uśmiechem pełnym godności i zaufania zwróciła się do żołnierza i uchyliła rąbek odzienia.
W tej chwili rzucił się żołnierz wstecz i przymknął oczy jak oślepiony blaskiem. To, co kobieta kryła pod swą szatą, zajaśniało mu w oczy tak oś-