Strona:Selma Lagerlöf - Legendy Chrystusowe.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Było to zaledwie parę kropel, ale wystarczyło by w żyłach rozeszło się uczucie błogości. Hełm i zbroja nie paliły go więcej i nie ciążyły mu; zaschnięte wargi, znów stały się wilgotne i ogień zniknął sprzed oczu.
Zanim żołdak zdał sobie sprawę z wszystkiego co zaszło, dziecko było już na ziemi i pobiegło na łąkę. — Takiej wody nie piłem nigdy — rzekł do siebie — To jakiś napój cudowny! Powinienem być mu wdzięczny. — Ale było mu nieprzyjemnym usłuchać tej pierwszej myśli. Czyż to nie jest tylko dziecko, które nie wie poco to zrobiło? Dla niego to tylko jedna z zabaw. Może sądzi, że pszczoły i lilie są również wdzięczne?... Nie powinien się przejmować taką drobnostką. Nikt przecież nie wie, że chłopiec dał mu pomoc.
Ogarnęła go znowu głucha niechęć do dziecka. I gdy w bramie miasta ukazał się dowódca oddziałów rzymskich w Betleem — widzisz — pomyślał sobie odrazu — na jakie niebezpieczeństwo się naraziłeś przez kaprys tego malca. Gdyby Woltigiusz przyszedł o minutę wcześniej, znalazłby mnie z dzieckiem na ramionach.
Dowódca podszedł wprost do niego.
— Chodźmy — parę kroków dalej, rzekł — by nikt nas nie usłyszał. — Ma mu bowiem powierzyć tajemnicę.
— Wiadomo ci jest, — rzekł dowódca — że król Herod kilkakrotnie usiłował pochwycić dziecko jedno, które się tu w Betleem ma chować. Wróżbici