Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Astryd jak gdyby zastygła w tej samej pozycji. Król Olaf widział, że drżała w śmiertelnym strachu, ile razy obok niej przechodził.
— Nie zabiję cię, — powiedział do niej, lecz w głosie jego słychać było okrutną nienawiść.
Czas jakiś jeszcze król chodził po pomoście. Potem zatrzymał się przy Astryd i również ostrym głosem zapytał, jakie jest jej prawdziwe imię. I Astryd mogła mu już odpowiedzieć.
Król Olaf widział, jak kobieta, którą cenił tak bardzo, leży teraz na deskach, niby zagnane zwierzę. Patrzył na nią z takiem współczuciem, z jakiem dusza człowieka zmarłego może patrzeć na ciało, które zamieszkiwała przedtem.
— O ty duszo moja! — wykrzyknął król. — Żyłaś tutaj otoczona miłością, a teraz bezdomną jesteś, jak ostatni z żebraków!
Zbliżył się do Astryd i zaczął mówić tak, jakby już była nieżywą i nie mogła słyszeć jego słów.
— Opowiadano mi, że jest na świecie córka królewska, która ma tak wzniosłe i święte serce, że pokój przenika tych, którzy się do niej zbliżą. Opowiadano mi o jej łagodności, będącej tak wielką, że ten, kto ją ujrzy czuje się tak pewnie, jak dziecię bezbronne przy matce. Gdy piękna ta kobieta, która teraz leży u mych nóg, przybyła do mnie, myślałem, że jest to Injeerd i pokochałem ją z całego serca — miłą była, wesołą i łagodziła me ciężkie chwile. Jeżeli czasem mówiła i postępowała w sposób, którego nie oczekiwałem od