Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wagi — wyśmieją go wszyscy skaldowie, a wrogowie obawiać się go przestaną.
Miał tylko jedno pragnienie: — rozdeptać, zabić Astryd.
Gniew jego był tak silnym, że łaknął krwi. Przecież gdyby jakiś błazen wepchnął mu na głowę swą czapkę z dzwonkami, czy nie rozerwałby go na strzępy? Nie rzucił o ziemię i nie rozdeptał nogami?!
I jeżeli odeśle do ojca krwawy trup Astryd na jej własnym okręcie — wszyscy powiedzą, że jest godnym następcą wielkiego króla Haralda.
Król Olaf stał ciągle z mieczem w ręku, czując pod palcami rękojeść, na której kazał kiedyś wyryć złoty napis: „Błogosławieni pokój czyniący! Błogosławieni cisi! Błogosławieni miłosierni!“ I za każdym razem w chwili walki wewnętrznej chwytając miecz, by zabić Astryd, wyczuwał dłonią te słowa. Zdawało mu się, że czuje każdą pojedyńczą literę. Przypomniał sobie dzień, kiedy poraz pierwszy usłyszał te słowa.
— Powinny być wypisane złotemi literami na rękojeści mojego miecza, — powiedział, — i palić mi dłoń, jeśli go podnieść zechcę w uniesieniu, lub w nieuczciwej sprawie!
Teraz czuł, że rękojeść miecza pali mu dłoń. Król Olaf głośno powiedział do siebie:
— Dawniej byłeś sługą wielu namiętności. Obecnie jedynym twym władcą — Bóg.
Mówiąc to, wsunął miecz do pochwy i zaczął chodzić tam i z powrotem po pomoście.