Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W rogu wschodnim, gdzie mógł być piękny widok na Morze Martwe i złocisto lśniącę Górę Moabit, gdyby go mur nie zasłaniał, mieli Szwedzi swoje groby. Leżało tu już wielu z nich, jak gdyby Bóg w niebiosach myślał, iż dość już uczynili dla niego, że opuścili swoją ojczyznę i nie żądał od nich więcej, aby ich przyjąć do swego królestwa.
Leżał tu kowal, Birger Larson i mały Eryk Ljunga Bjöirnsa i Gunhilda, córka burmistrza, oraz córka Ingmarów Brygita, która umarła wkrótce po owym wesołym dniu kwiatobrania.
Leżeli tam także Per Gunarson i Marta Eskilson, którzy jeszcze w Ameryce należeli do gminy Hellguma. Śmierć zebrała wśród nich obfite żniwo, i z niechęcią widzieli koloniści, że Szwedzi zajęli już zbyt wiele z ciasnego swego miejsca.
Tims Halfvor Halfvorson miał już także na tym cmentarzu kogoś z swej rodziny, najmłodsze z swoich dzieci, trzyletnią dzieweczkę. Kochał to dziecko nadewszystko i ono też ze wszystkich dzieci było do niego podobne. Halfvorowi zdawało się, że nigdy nie kochał jeszcze nikogo tak, jak tę córeczkę. Gdy umarła, nie mógł zapomnieć o niej ani na chwilę, cokolwiek czynił, myśli jego były zawsze przy niej.
Gdyby była umarła w Dalarne i leżała na ojczystem cmentarzu, może nie byłby tak wciąż o niej myślał, ale tu zdawało mu się, że córeczka