Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jego czuje się zapewne samotną i opuszczoną na tym strasznym pustym cmentarzu. W nocy widział ją, jak siedzi płacząca i drżąca od zimna na swym małym grobie i skarży się, iż się lęka ciemności i tego nieznanego otoczenia.
Pewnego popołudnia Halfvor zeszedł do doliny Jozafata i narwał pełne garście czerwonych anemon, najpiękniejszych i najjaskrawszych, jakie mógł znaleźć, aby je położyć na grób. Idąc zieloną doliną mówił sam do siebie: „Ach gdyby moja dzieweczka leżała tu pod zieloną murawą i nie była przynajmiej ogrodzona tym straszliwym murem!“
Nienawidził był zawsze tego wysokiego muru dokoła miejsca pogrzebowego i ilekroć myślał o swem zmarłem dziecku, zdawało mu się, że zamknął swą dziecinę do ciemnege, zimnego domu i zostawił ją tam bez opieki i słyszał, iż maleństwo skarżyło się: „Zimno mi i lękam się! Ach tak mi zimno i lękam się!“
Halfvor opuścił dolinę i poszedł wązką ścieżką ciągnącą się dokoła muru, aż na górę Sionu. Cmentarz leżał trochę na zachód od bramy słońskiej, poniżej wielkiego ogrodu Armeńczyków.
Myśli Halfvora były wciąż przy dziecku. Szedł dobrze znaną drogą, nie podnosząc oczu z ziemi. Ale nagle zdawało mu się, jaby coś było zmienionego. Spojrzał w górę i ujrzał, że w małem