Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Może być“, rzekł Bo, „że tak samo, jak dzieciom dobrze jest bawić się w dorosłych, tak i dla dorosłych może być korzystnem, ażeby czasami zamienili się w dzieci. Gdy widzę tych starych ludzi, którzy przyzwyczajeni są o tej porze roku pracować w lesie i męczyć się ze ścinaniem pni i wożeniem drzewa, zajętych tu taką dziecinną robotą, jak zrywanie kwiatów, zdaje mi się, iż jesteśmy na najlepszej drodze wskazanej nam przez Jezusa, t. j., że wracamy i zamieniamy się w dzieci.
Bo widział, że w oczach Gertrudy coś zajaśniało; zrozumiała teraz, co chciał powiedzieć i cieszyła się tą myślą.
„Mnie również zdaje się że odkąd tu jesteśmy, zamieniliśmy się w dzieci“, rzekła.
„Tak“, rzekł Bo, „o tyle przynajmniej byliśmy dziećmi, żeśmy musieli wszystkiego uczyć się na nowo. Nauczyliśmy się trzymać porządnie widelec i łyżkę i jeść potrawy, których nigdy przedtem nie kosztowaliśmy, I to także było po dziecinnemu, ze gdyśmy wychodzili z początku, musieliśmy mieć przewodnika ażebyśmy się nie pogubili, i że musiano nas przestrzegać przed niektórymi ludźmi, ze są niebezpieczni i przed pewnemi miejscami, gdzie wchodzić nie wolno“.
„Tak my Szwedzi, byliśmy doprawdy, jak małe dzieci, gdyż musieliśmy się nawet uczyć mó-