Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przypominają mi się kopuły tutejszych kościołów i domów.
Po godzinie drogi, wędrowcy ujrzeli pierwszą dolinę pokrytą czerwonemi Anemonami. Jakaż to była radość i jakie wzruszenie! Wszyscy pobiegli wśród głośnych okrzyków i śmiechów na dół, by zrywać kwiaty. I zrywano z ogromnym zapałem Anemony, aż po chwili odkryto inną dolinę, pokrytą fiołkami, a potem trzecią, gdzie rosły wszystkie kwiaty wiosenne pospołu.
Z początku Szwedzi rwali kwiaty zbyt zapalczywie, poprostu wyrywali je. Lecz kilku Amerykanów zbliżyło się do nich i pokazało im, jak się to robić powinno. Należy wybierać starannie i brać tylko takie kwiaty, które nadają się do suszenia jest to robota, która wymaga wielkjej staranności.
Bo szedł obok Gertrudy i zrywał kwiaty. Raz wstał, aby wyprostować krzyże. Widział wtedy, że kilku starszych gospodarzy, którzy może od wielu lat nie spojrzeli na kwiatek, rwali dziś z równym zapałem, jak inni. Bo nie mógł powstrzymać się od śmiechu i nagle zwróciwszy się do Gertrudy rzekł:
„Myślę o tem, co też Chrystus rozumiał, gdy mówił: Jeżeli nie zawrócicie, nie zostaniecie napowrót dziećmi, nie będziecie mogli wejść do królestwa Bożego.“