Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chęć wyjazdu wywołała gniew ojca, matki i wszystkich parafjan.
Nie wolno dążyć w świat, gdy się żyje w Roklandzie!
Zrozumiała, że najlepiej będzie nie mówić o wyjeździe.
Zachowywała się więc cicho, szyjąc, haftując i snując bez końca nić swych marzeń.
Czyż można wyjechać przed chrzcinami nowonarodzonej córeczki pastorowej? a czy godzi się nie zaczekać na wesele Kariny Landsberg, swej najlepszej przyjaciółki? Trzeba więc czekać i wyciągać błagalnie ręce do wiosennego słonka: pełnij jasne słonko swoją powinność, rzuć swe złote strzały w głąb mrocznego lasu, top śnieg pomiędzy ponurymi świerkami i osuszaj drogi. Kochane, dobre słonko! mniejsza już o śniegi w dolinie, osuszaj stoki gór i wąskie ścieżyny leśne. Gdy pastuchy wrócą do swoich szałasów, wskażą leśne przejścia dwa razy bliższe od bitej drogi. Ingryda zna kogoś, komu nie trzeba koni, ni powozu, kogoś, co nie poprosi o pieniądze na drogę, a czeka tylko z upragnieniem, aż nieco przeschną leśne ścieżyny.
Wiedziała, kto wówczas wyjdzie z domu pastora w jasną noc księżycową, nie pytając o pozwolenie.
Ingryda zawsze z upragnieniem wyglądała wiosny. Któż jej nie czeka? obecnie poznała co znaczy oczekiwać z tęsknotą.
Dawniej czekała pierwszych pączków na krze-